Wywiad: Bartek opowiada o swoich początkach w Holandii.

W pierwszym wywiadzie chciałabym, abyś poznała osobę Bartka. Młodego ambitnego chłopaka z województwa opolskiego, który podjął wyzwanie, jakim jest nauka języka obcego. Pozytywne efekty swojej pracy, zbiera do dziś. Poniżej, o tym jak zaczęła się jego przygoda z językiem, powody przyjazdu oraz porady dla początkujących.

Bartek 8 lat w Holandii

ER: Witaj Bartku, zacznijmy od standardowego pytania jak długo jesteś w Holandii i co skłoniło Cię do wyjazdu za granicę.

BZ: Jestem w Holandii od 8 lat. W moim przypadku nie było konkretnego celu przyjazdu, był to raczej przypadek. Przyjechałem tutaj tylko na wakacje, byłem studentem po pierwszym roku, w Holandii chciałem sobie po prostu trochę dorobić. Jednak spodobał mi się ten kraj, poznałem miłość, wziąłem urlop dziekański, i tak już zostało.  Po urlopie dziekańskim nie wróciłem już do Polski, zostawiłem szkołę. Tutaj znalazłem miłość, a i Holandia też mnie zauroczyła. Pochodzę z małej miejscowości, trafiłem do, jak dla mnie wtedy, dużego świata. Wszystko było dla mnie nowe, byłem młody, bez rodziców, bez kontroli nade mną. Zacząłem żyć.

ER: A powiedz mi dlaczego wybrałeś akurat Holandie?

BZ: W województwie opolskim, gdzie wtedy mieszkałem pojawiało się bardzo dużo reklam o pracy tymczasowej w Holandii w radio i w telewizji. Z reguły były to oferty pracy na szklarniach. Wtedy ten rodzaj pracy spełniał moje oczekiwania.

ER: Czy uczyłeś się języka od początku swojego pobytu? Jakbyś określił pierwsze tygodnie, miesiące swojego pobytu?

BZ: Przez pierwsze tygodnie, z pewnością nie interesowałem się językiem. Wtedy miałem jeszcze założenie, że jestem tylko na wakacje, więc komunikowałem się tylko w języku angielskim, jak i wspomagałem się językiem niemieckim. Dopiero po kilku miesiącach, próbowałem wyłapywać pojedyncze słowa. Dużo wtedy nawiązywałem do języka niemieckiego, używałem wiele słów, które wydawały mi się podobne, jednocześnie nie będąc pewny czy dobrze ich używam. Czasem miałem po prostu nadzieję, że dobrze mówię. Jednak w momencie kiedy uświadomiłem sobie, że moje życie tutaj zaczyna się stabilizować, mniej więcej po dwóch latach pobytu, zacząłem traktować znajomość języka bardzo poważnie. Wcześniej, dzięki komunikacji po angielsku nie myślałem o języku niderlandzkim.

ER: W momencie kiedy podjąłeś decyzję o nauce języka, jakich sposobów próbowałeś by podnieść efektywność nauki? Jak to wyglądało u ciebie?

BZ: Na początku zapisałem się na kurs podstawowy z nauczycielką, a moim takim własnym sposobem była przede wszystkim niderlandzka telewizja. Początkowo, aby cokolwiek zrozumieć, próbowałem, wyłapywać pojedyncze słówka, później przyszedł czas na zdania. Oglądałem cokolwiek, czy to bajki, wiadomości, jakaś komedia czy serial. Pamiętam taki program na TMF o młodych ludziach, którzy robili różnego rodzaju gagi. Powiedzmy taka lekka niderlandzka wersja Jackass .

ER: Powiedz nam ile kursów przeszedłeś już do tej pory?

BZ: W sumie to już cztery. Dwa podstawowe w różnych placówkach, następnie dwa wyższe poziomy. Te wyższe były już na poziomie NTII. (Nederlands als tweede taal). Jeśli chodzi o podstawy, to bardzo dużo ćwiczyłem w domu. Osłuchiwałem się z językiem, by rozumieć jak najwięcej. Skupiałem swoją uwagę na pochłanianiu języka.

ER: Kiedy zacząłeś tworzyć pierwsze zdania?

BZ: Już pod koniec kursu podstawowego. Myślę, że osoba, nawet ta zupełnie „zielona”, która od początku pobytu zacznie uczyć się na kursie, podstawowe zdania już będzie umiała zbudować. U mnie było trochę inaczej. Kiedy zaczynałem, byłem już osłuchany z językiem, znałem podstawy i chciałem by ktoś mi to wszystko poukładał.

ER: Życie często stawia przed nami różnego rodzaju wyzwania. Gdybyś miał wymienić, jedno z największych dla Ciebie wyzwań językowych, co by to było?

BZ: Było to w połowie kursu na poziomie B1. Musiałem wtedy przerejestrować auto z Polski. Zrobić coś co nazywa się MIENIEM PRZESIEDLEŃCZYM. Siedziałem wtedy dwie noce na stronie RDW, ze słownikiem i tłumaczyłem powoli każde z zagadnień. Miałem przy tym wiele obaw, czy zrobię to dobrze od strony prawnej. Dlatego też, bardzo się do tego przykładałem.

ER: Czyli cały proces PRZESIEDLENIA MIENIA zrobiłeś sam?

BZ: Tak. Gdzieś ktoś mi powiedział, że coś takiego jest. Tylko jak to działa? Pomyślałem. Musiałem poznać te zasady, plus poznać je w obcym języku. Nauczyłem się przy tym, bardzo dużo nowych słów administracyjnych, znaczenia poniektórych nie znałem nawet po polsku.

ER: Czyli wszystko poszło po Twojej myśli, super. Czy pamiętasz może jeszcze reakcje Holendrów na podejmowane przez Ciebie próby mówienia w ich ojczystym języku?

BZ: To zawsze jest bardzo fajna reakcja, wszyscy się cieszą i naprawdę doceniają to, że próbujesz. Nawet teraz, pomimo, że nie mam już problemów z językiem to wciąż ludzie się przychylni i pozytywnie nastawieni do faktu, że mówi się w ich języku. Początki jednak nie zawsze były łatwe. Ta druga osoba, musiała się wykazać cierpliwością i bardzo uważnie słuchać, by zrozumieć co mam na myśli. I już po pierwszych zdaniach pojawiały się opinie: „O! Je spreekt al Nederlands.” O już mówisz po niderlandzku. Oczywiście mogłem posługiwać się językiem angielskim, jednak dopiero przy poznaniu języka niderlandzkiego, miałem szansę zagłębić się w ich kulturę. To bardzo ważne w procesie poznawania swojego otoczenia. Ja wciąż czuje te emocje zadowolenia, kiedy ktoś chwalił moją znajomość języka niderlandzkiego. Ja też bardzo doceniam obcokrajowców, którzy mówią po polsku.

ER: Po 8-miu latach pobytu w Holandii zakładam, że nie siedzisz już w książkach i nie uczysz się formułek gramatycznych, ale gdybyś mógł określić po jakim czasie intensywnej nauki zacząłeś mówić po niderlandzku bez większych problemów?

BZ: Po trzech latach, już bardzo dobrze się czułem i prowadziłem podstawowe rozmowy z życia codziennego. Głównie dlatego, że poświęciłem rok czasu na bardzo intensywną naukę języka.

ER: Zechcesz nam zdradzić czym się teraz zajmujesz na co dzień? I jak wyglądały Twoje doświadczenia w pracy?

BZ: Początkowo była to praca sezonowa w ogrodnictwie- szklarnia. Tymczasowa praca na kwiatach, do której nie przywiązywałem zbytniej wagi. Kiedy tylko zdecydowałem o pozostaniu w Holandii na stałe, pomyślałem o trochę lepszej pracy. Wiadomo, każdy dąży do jakiś dóbr materialnych. Jednak nie zagrzałem tam długo miejsca. Następnie, pracowałem przez dłuższy okres czasu przy odzieży z grupką znajomych, po zamknięciu zakładu wróciłem do ogrodnictwa. Kiedy tylko nadarzyła się okazja do aplikowania o prace w jednej z Haskich piekarni, nie zastanawiałem się długo. Praca w mieście, w którym się mieszka to można rzec, że zbawienie, 10 minut rowerem.

ER: Jesteś zadowolony ze swojej pracy?

BZ: Tak, bardzo. Mam duży kontakt z językiem. Wcześniej pomimo tego, że znałem język, pracowałem z samymi Polakami. Nie daje to dużo możliwości do rozwoju języka. Czasem miałem wrażenie że moja wiedza się cofa. Na chwile obecną jestem jedynym Polakiem na całą firmę, teraz już nie mam wyjścia, umiejętności językowe same się rozwijają.

ER: Dalej zdarza Ci się nauczyć czegoś nowego?

BZ: Często poznaje nowe słowa, uczymy się każdego dnia. Na początku każdej pracy poznajemy środowisko w jakim będziemy przebywać codziennie.

ER: Na zakończenie, co chciałbyś doradzić Polakom, którzy dopiero zaczynają swoja przygodę z językiem na emigracji?

BZ: Powiem tak: Pomimo przeciwności, które zniechęcają nas do nauki języka, zawsze warto próbować. Nawet jeśli nie planujesz tutaj zostać na stałe, język zostanie dla Ciebie. Kto wie, czy w przyszłości nie pomoże nam to w podjęciu lepszej pracy. Po za tym, nigdy nie wiesz, co może się zdarzyć chociażby na wakacjach. Ostatnio miałem okazję wskazać drogę Holendrom, poza granicami Holandii. Pozostawiło to bardzo dużo pozytywnych emocji i radości ze znajomości języka.

ER: Bartku bardzo serdecznie dziękuję Ci za ten wywiad i życzę Ci oczywiście samych sukcesów językowych.

Zapraszam Cię do dzielenia się swoimi przemyśleniami.
A może masz ochotę podzielić się nimi na blogu? Zapraszam do kontaktu.
Jesteś już w naszej grupie na Facebook’u Niderlandzki Wizualnie?
Nie? Koniecznie KLIKNIJ TUTAJ by do nas dołączyć.
Advertenties

One thought on “Wywiad: Bartek opowiada o swoich początkach w Holandii.”

  1. Fajnie, że na pierwszy ogień poszedł ktoś, kto po dwóch latach ruszył z językiem a nie od pierwszego dnia pobytu bo dla nas “leniwych” byłaby załamka a tak mamy nadzieję :))))

    Like

Geef een reactie

Vul je gegevens in of klik op een icoon om in te loggen.

WordPress.com logo

Je reageert onder je WordPress.com account. Log uit /  Bijwerken )

Google+ photo

Je reageert onder je Google+ account. Log uit /  Bijwerken )

Twitter-afbeelding

Je reageert onder je Twitter account. Log uit /  Bijwerken )

Facebook foto

Je reageert onder je Facebook account. Log uit /  Bijwerken )

Verbinden met %s